Konfitura ze śliwek :)

Dzięki niedawnej inspiracji Emkreacji, przypomniałam sobie zupełnie zapomniany przepis… i tak pierwszy raz od dawna na naszym stole stanęła świeża konfitura ze śliwek :)

 

Sezon na śliwki jeszcze trwa :) – na straganach fioletowo, aż szkoda nie skorzystać, zwłaszcza, że łatwo o śliwki ekologiczne, z własnego lub babcinego ogródka :) To owoce bogate w wapń, fosfor, żelazo, magnez i potas. Zawierają witaminy z grupy B oraz A, E. Szczególnie ciemne odmiany śliwek bogate są w polifenole, które podobnie jak witaminy A i E są silnymi przeciwutleniaczami. Z racji obecności tych witamin bardzo warto spożywać je na surowo. Ale ileż można ;) Ze śliwek można zrobić mnóstwo pysznych rzeczy, niekoniecznie mega kalorycznych i z dodatkiem cukru.

plum-361164_1280

Przejdźmy do rzeczy. Mamy śliwki. Zjedliśmy na surowo ile się dało. Co z resztą? Należy je wypestkować i udusić. I cała filozofia :) Można je zostawić na noc w wolnowarze, można poddusić w garnku, najlepiej z grubym dnem, trzeba je też często mieszać – strasznie przywierają… Dusimy do czasu aż całość nabierze mocno fioletowego koloru i zgęstnieje. Tak powstaje tytułowa konfitura ze śliwek :)

Jak przyprawić? Jak jeść? Można na różne sposoby i w różnych konfiguracjach :) Podduszone śliwki można zmiksować (ale nie zmiksowane również są fantastyczne), dodać do nich cynamon, imbir, jabłko, gruszkę… Można dodać też kakao – wówczas otrzymamy swojego rodzaju „Śliwkę w czekoladzie” :) . Ale genialne są także same w sobie. Wykorzystać można tak samo, jak każdą inną konfiturę – na kanapkę, do ciasta, do herbaty, do kaszy jaglanej, do kompotu, do ciasteczek bananowych… możliwości jest naprawdę wiele :)

Smacznego :)

Niby konfitura ze śliwek